Jak na moje oko Leo był całkiem ładny jako człowiek, ale jako kocur był o
wiele bardziej przystojny. Po chwili wrócił do swojej normalnej
postaci.
- Może odwiedzimy miasto - zaproponowałam bez zastanowienia.
- Nie wiem czy to dobry pomysł - powiedział kot.
- O co nam szkodzi. Połazimy po rynku, odwiedzimy rzeźnika. - popatrzyłam na niego proszącym wzrokiem.
- A co z hyclami? Mogą nas złapać. - powiedział Leo jakoś mało przekonująco.
- Powiedz po prostu, że się boisz - odparłam lekko wyzywającym tonem.- Te durne hycle nawet nas nie złapią a nawet jeśli to i tak im
uciekniemy.
- Wcale się nie boje - zapewnił kocur lekko urażony tym zarzutem. - Jak tak bardzo chcesz możemy iść.
Tak więc ruszyliśmy w stronę miasta. Droga minęła szybko. Po ok.
godzinie wchodziliśmy do miasta. Szybko znaleźliśmy rzeźnika. W
śmietnikach za jego zakładem można znaleźć najsmaczniejsze kąski.
Niestety dziś już nas ubiegli i musieliśmy się pocieszyć kilkoma
kawałkami szynki.
Po wyżerce poszliśmy na rynek. O dziwo gdy tam dotarliśmy i nie
zastaliśmy jak zazwyczaj kramów. Na samym środku placu stało coś w
rodzaju podestu lub sceny. Na tym podeście stał burmistrz, a w koło
niego zebrała się tłum. Burmistrz coś tam mówi, ale nie byłam w stanie
usłyszeć. Bez namysłu podeszłam bliżej, Leo chciał mnie zatrzymać ale
nie zdążył. Dogonił mnie dopiero przy samej scenie. Burmistrz na nasz
widok dostał szału.
- Lepiej stad wiejmy zaproponował kocur i nie czekając na odpowiedź
zaczął uciekać. Ja zrobiłam to samo. Niestety nie dobiegliśmy daleko. Po
chwili otoczyło nas pięciu hycli.
- No to mamy problem - podsumowałam kuląc się i sycząc. Jeszcze
pamiętałam jak skończyło się ostatnie spotkanie z nimi. Nim się
obejrzeliśmy siedzieliśmy w klatce wywożeni nie wiadomo gdzie.
- Przepraszam, że nas w to wpakowałam - powiedziałam skruszona. Bałam
się, że przez moją głupotę możemy źle skończyć. Leo nic nie
odpowiedział. Dojechaliśmy do dużego budynku. To chyba było schronisko.
Mężczyźni wnieśli nas tam i przerzucili z jednej klatki do drugiej. Było
mi wstyd przed Leonidasem i przed samą sobą. To przez moją
lekkomyślność tu siedzieliśmy i bóg jeden wie co z nami zrobią. Skuliłam
się w kącie klatki i nie wiedziałam co począć. Wolałam się nie odzywać.
,,Leo pewnie jest teraz na mnie zły", pomyślałam. Nie chciałam go
jeszcze bardziej wkurzać. Bardzo go polubiłam i nie chciałam, żeby mnie
znienawidził.
<Leo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz