- Przepraszam, nie wiedziałam - powiedziałam skruszona.
- Wyjaśnicie nam wreszcie jak tu weszliście? - zapytała Mela
- To było tak... - zaczęłam. - Wracaliśmy z łąki, gdy nagle zobaczyłam coś w
krzakach. Nie wiem co to było. Poszłam to sprawdzić i w pewnym momencie
wpadłam w jakiś dół i gdy już miałam wychodzić, zobaczyłam tunel
prowadzący do tej komnaty. Z ciekawości zaczęłam się rozglądać i
zobaczyłam to wgłębienie w kształcie kociej łapy. Bez zastanowienia
przyłożyłam tam łapę i znaleźliśmy komnatę z naszyjnikiem.
- To wraz nie tłumaczy jakim cudem twoja łapa tam pasowała?! - Mimi była zadowolona z tego co się wydarzyło.
- Nie mam pojęcia! Na wszystkie wiatry tego świata, nie mam pojęcia! -
krzyknęłam mając dość tych pytań. Myślałam, że zaraz mnie coś trafi.
- Idźcie już! - rozkazała Melanie.
Z rozkoszą wyfrunęłam z podziemnych
korytarzy. Przez moją ciekawość naraziłam się alfom, a co gorsze podpadł
też niczemu nie winny Leo. Szczerze miałam dość tego całego dnia.
Chciałam się zapaść pod ziemie i nigdy nie wychodzić. Nic nie mówiąc
nikomu wzleciałam do chmur i położyłam się na jednej. Zaczęłam się
zastanawiać co zrobić.
Tak minęła reszta dnia i noc, jakoś nie obchodziło mnie czy ktoś mnie szuka.
<Leo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz