Zachowanie Leo ani trochę mnie nie zdziwiło. W końcu on nie lubi ludzi.
- Uspokój się, zaraz ci wszystko wyjaśnię - powiedziałam podchodząc do kocura.
- No to słucham! - powiedział wyraźnie zły.
- Ten mężczyzna to służący w domu mojego dawnego pana. To poczciwy
staruszek. Mam do niego pełne zaufanie. Nie po wie o nas
nikomu - powiedziałam
- Tak, akurat - Leo jakoś nie bardzo mi wierzył.
- Jeżeli nie ufasz ludziom to chociaż mnie zaufaj i przestań
syczeć - podeszłam jeszcze bliżej kocura i stanęłam na przeciwko niego
tak by patrzył mi w oczy.
- No dobrze - jęknął i spokojnie usiadł. Co prawa nie dał się pogłaskać, ale zjadł rybę, którą dostała od staruszka.
- Przepraszam was, ale muszę już iść - powiedział mężczyzna i wstał. Leo
został przy rzece, a ja odprowadziłam człowieka kawałek.
- Pilnuj tego swojego kolegę, świetnie do siebie pasujecie - poradził z uśmiechem.
Kiwnęłam głową na znak, że rozumiem.
- Żegnaj Gwiazdeczko, mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś spotkamy -
pożegnał się i poszedł w swoją stronę. Wróciłam do kocura nadal nie
zadowolonego z mojego postępowania.
- Nie bądź na mnie zły, nie mogłam odmówić staruszkowi tej
przyjemności - wyjaśniłam - Ten mężczyzna jako jedyny mnie rozumiał gdy
mieszkałam w domu kupca. Na pewno nas nie wyda. Leo nic nie
odpowiedział, moje wyjaśnienia go nie przekonały. No przepraszam, postąpiłam trochę lekkomyślnie - spojrzałam kocurowi prosto w oczy.
- Trochę!!! - powiedział wyrżnie poirytowany.
- Och, nie złość się już. Jest piękna pogoda chodźmy na spacer i
zapomnijmy o tym wydarzeniu. - Uśmiechnęłam się, pocałowałam Leo w
policzek i pobiegłam w stronę polany.
<Leo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz