Obudziłem się dość późno. Nie było jeszcze południa, ale z pewnością było po dziesiątej. Porządnie ziewnąłem. Miałem tej nocy przepiękny sen. Była w nim śnieżnobiała kotka o mocach powietrza. Oprowadzałem ją po terenach stada i... Czy to był na pewno sen?
Spojrzałem z drzewa na ziemię tam hałasowała rzeka, a nad rzeką... Biała kotka i... Człowiek! Skoro to nie był sen to znaczy, że kotka należy do stada, jeśli należy do stada to jest dzikim kotem, a jeśli jest dzika to co tu robi człowiek?!
Zakłopotany zeskoczyłem z drzewa. Upadłem na wilgotną trawę. Zobaczyłem jak człowiek wyciąga do niej rękę. Wiedziałem, że jeśli użyję mocy człowiek rozgada to innym ze swojego gatunku. Jednak z drugiej strony kto uwierzy w magicznego kota, jeszcze takiemu staremu cwelowi! Zakradłem się jak najbliżej mężczyzny i groźnie zasyczałem. Łasząca się do człowieka White spojrzała w moim kierunku. Groźnie warczałem i syczałem powoli zmierzając ku mężczyźnie i kotce.
- Leo uspokój się! - powiedziała Biała. - To przyjaciel.
Słowo "przyjaciel" zabrzmiało co najmniej dziwnie. Człowiek przyjacielem? Niech skonam! Jednak... Skoro Ona tak mówi...
Powoli podszedłem kuląc się do człowieka. On przyjacielsko wyciągnął do mnie rękę. Syknąłem cicho.
- Ten twój koleżka to ma charakterek - powiedział do kotki.
<White?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz