Na widok rybki przypomniałam sobie, że przez cały dzień prawie nic nie
zjadłam. Zaczęło burczeć mi w brzuchu. Jednym kłapnięciem zębów
złapałam wyskakującą z wody rybkę i połknęłam ją. Leo najwyraźniej
zauważył jak łapczywie to zrobiłam.
- Poczekaj tu chwilkę, a ja zaraz przyniosę coś do jedzenia - oznajmił i
nim zdążyłam powiedzieć, że sama sobie coś upoluję kocur zniknął mi z
oczu. Przypatrywałam się chwile jak w woda płynie swoim nurtem, aż zjawił
się Leonidas z dorodnym bażantem w pysku. Na sam widok ptaka zaczęłam
się oblizywać. Od kilku dni jadłam wyłącznie gryzonie. We dwoje szybko
zjedliśmy bażanta, zostały z niego same pióra i kości.
Słońce już zaszło po jedzeniu byłam zmęczona i nie miałam najmniejszej
ochoty wracać na polane, Leo zresztą też. Stwierdziłam,że
najbezpieczniej będzie wdrapać się na drzewo i tam zasnąć. Wleciałam na
jeden z pobliskich dębów i położyłam się na gałęzi. Po chwili dołączył
do mnie Leo. Jemu trochę to zajęło, bo musiał się wspinać.
Noc minęła spokojnie. Obudziłam się wcześnie rano i zeszłam z drzewa.
Mój towarzysz jeszcze smacznie spał. Poranna rosa zwilżyła moje łapy.
Napiłam się trochę wody z rzeki i rozejrzałam w koło. Za dnia to miejsce
było jeszcze piękniejsze niż wczoraj.
Nagle w niewielkiej odległości od miejsca w którym stała z za krzaków
wyszedł starszy człowiek niosący wędkę i wiadro.Usiadł na sporym
kamieniu z zaczął łowić. Ciekawość pchała mnie coraz bliżej rybaka.
Przypatrzyłam mu się uważniej. To jeden ze służących z mojego dawnego
pana. Pomagał w domu kupca. W pewnej chwili przyszedł mi do głowy
szalony pomysł. Zastanawiałam się czy mnie jeszcze pamięta. Podeszłam do
niego bliżej. Staruszek uśmiechnął się i wyciągnął rękę aby mnie
pogłaskać. Cofnęłam się nie spokojnie.
- Och Biała już mnie nie pamiętasz, co? - powiedział wyciągając z wody nie
dużą rybkę. - Nawet nie wiesz jak córki kupca po tobie rozpaczały,
ojciec musiał im kupić nowego kota.
Mężczyzna rzucił mi rybę którą przed chwilą zdjął z haczyka. Zaczęłam ją powoli jeść.
- Teraz pewnie nie chciałabyś tam wrócić - ciągnął dalej. - Nie powiem im, że tu byłaś. Teraz jesteś dzika i masz swój tu swój dom.
Zawsze lubiłam tego staruszka i mu ufałam, nie miał po co mówić, że
mnie widział. Ma racje teraz jestem dzikim, a nie domowym kotem.
Starzec dał mi jeszcze parę niewielkich ryb i poopowiadał co się działo w domu mojego dawnego właściciela odkąd mnie wyrzucił.
<Leo dokończysz?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz