czwartek, 14 sierpnia 2014

Od Lydianne

Spokojnie szłam cichą dróżką. Przez las. Musiałam się pożywić. Nie jadłam nic od tygodnia. To nie przez to, że nie umiem nic upolować, tylko nigdzie nic nie mogłam znaleźć...
Burczało mi w brzuchu. Coraz głośniej. W powietrzu latały ptaki, trzepocąc skrzydłami, a ja patrzałam na nie z umiłowaniem. Nie, nie chciałam ich zjeść. Po prostu uwielbiam patrzeć na ptaki. Na przykład taki orzeł. Majestatyczny, niebezpieczny i ogromny. Uwielbiam takie zwierzęta. Zdecydowanie chciałabym móc, latać, tak po niebie, jak wolny ptak.
Tak więc już nie zwracając uwagi na latające wysoko jaskółki, dreptałam sobie wolno wąską ścieżką. Teraz szłam przez łąkę. Wokół mnie rosło sporo dzikich roślin. Gdzieniegdzie były kłosy zboża, a co jakiś czas po obu stronach dróżki spotykałam dość wysokie krzaczki.
Zatrzymałam się gwałtownie, ponieważ usłyszałam jak coś przebiega szybko w trawie. Już po chwili moje zielone, bystre oczy dostrzegły tłustą mysz siedzącą koło krzaczka.
Zaczęłam cichutko skradać się w jej kierunku, aż w końcu skoczyłam i przygniotłam mysz łapkami. Udusiłam ją i zjadłam ze smakiem. To było właśnie to czego tak bardzo potrzebowałam – dobre, samodzielnie upolowane jedzenie. Chciałabym móc polować bez końca. To jest takie uczucie własnej siły i zdolności. Niedługo potem, dostrzegłam kolejną tłustą myszkę. Tym razem, jeszcze ciszej skradałam się do niej. Udoskonalałam moje zdolności łowieckie, które pozwalały mi na wiele rzeczy. Mogłam być bardzo dobrym myśliwym w przyszłości. Nie chciałabym aby moje przyszłe dzieci głodowały, więc muszę stanowczo ćwiczyć polowanie.
- Hm… Tak długo wędruję w samotności… Może jednak powinnam znaleźć sobie jakiegoś towarzysza? - spytałam sama siebie. Po chwili usłyszałam w pobliżu trzepot skrzydeł.
- Albo powinnaś dołączyć do jakiegoś stada? - usłyszałam cieniutki głosik. Spojrzałam w stronę z której dobiegał. Na gałązce młodego klonu siedziała jaskółka. Wyglądała na wesołą. Nie chciałam jej zjeść, bo pożywiłam się już dwoma tłustymi, smacznymi myszami.
- Jakiego stada? - zaciekawiłam się. Usiadłam przed klonem i lekko przechyliłam główkę w prawą stronę. Jaskółka wzleciała, zatoczyła w powietrzu koło i z powrotem usiadła na gałązce. Zatrzepotała skrzydełkami. Byłam strasznie ciekawa o co chodzi, a ona dalej nic nie mówiła.
- No powiedz coś wreszcie! - krzyknęłam, a mały ptaszek odchrząknął.
- Kawał drogi stąd jest stado kotów Kocia Duma. Myślę, że ktoś taki jak ty by tam pasował. Wiesz? Są tam bardzo uprzejme koty, jeszcze żaden na mnie nie polował - zaśmiała się jaskółka, a ja podskoczyłam. Umyłam lewe ucho i przymknęłam jedno oko. Wyglądałam zapewne śmiesznie.
- A więc..? Jak się tam dostać? - spytałam. Jaskółka wzleciała wysoko w powietrze, rozejrzała się, a następnie powróciła na gałąź.
- Skieruj się na wschód i przy Wodospadzie Naluka skręć w prawo. Potem już będziesz wiedziała jak iść- powiedziała jaskółka po czym szybko odleciała.
Tak więc, skierowałam się na wschód, czyli w stronę w którą szłam od początku. Maszerowałam ścieżką, cały czas na wschód. Zgodnie ze wskazówką od jaskółki, skręciłam w prawo przy wodospadzie, a tam… Spotkałam tam starego kota.
Najwyraźniej pracował tam, bo wiele wędrownych kotów zatrzymywało się tam, jadło i nocowało. To był taki hotel, w pustym drzewie. Było ono ogromne i zrobione tam były pokoje, było ich 20, każde na piętrze. Taki drewniany domek. Tyle, że w burze niebezpieczny.
- Dzień dobry - zwróciłam się do starca.
- Witam, w czym mogę pomóc? - spytał uprzejmie, uśmiechając się do mnie.
- Chciałam się dowiedzieć jak trafić na tereny stada kotów Kocia Duma? - spytałam. Starzec pokiwał głową wciąż się uśmiechając.
- To przynajmniej dwa dni drogi stąd. A zbiera się na burzę, poza tym, jest już wieczór. Czy nie wolałaby panienka przenocować tutaj i poczekać do jutra?
- Ale… Skoro zbiera się na burzę, to nie lepiej nie przebywać w pobliżu drzewa? - zapytałam lekko zdziwiona. Starzec zaśmiał się.
- To drzewo chroni magiczne pole siłowe, które mogą przekroczyć jedynie koty, myszy i małe ptaki. A więc jesteśmy tu bezpieczni- odrzekł kot. Uśmiechnęłam się. Tak więc przenocowałam w drzewie, a z samego rana ruszyłam w drogę.
W końcu dotarłam. Minęło kilka minut zanim przejęli mnie do stada, bo uważali, że mam pchły i tym podobne, ale jednak mi się udało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz