czwartek, 21 sierpnia 2014

Od Leo C.D. opowiadania White

Musiałem strawić jakoś ten dzień. Położyłem się na wielkim kamieniu na łące i leżałem tam do wieczora. Widziałem jak ptaki przelatują po niebie. Ciągle gapiłem się na chmurę, na której ostatnio zniknęła mi z oczu White...
- Leo - usłyszałem czyiś głos za plecami i zerwałem się na równe łapy. To była Mela.
- Co? - powiedziałem naburmuszony siadając.
- Nie mów im, dobrze? - szepnęła. - Nie chcę by wiedzieli. To będzie nasz sekret.
Skinąłem głową, dalej patrząc w niebo. Mela usiadła obok i też ze mną patrzała.
- Nie cierpię Bractwa - powiedziała po chwili. - Odebrali mi wszystko. Całą rodzinę. Teraz i mnie w to wciągnęli.
Mogłem ją uciszyć i zakończyć te bezsensowne wyznania, ale nie miałem ochoty. Wolałem słuchać co ma mi do powiedzenia.
- Chcesz wiedzieć jak to było? - zapytała. Ja tylko kiwnąłem głową. - Nie chciałam im pomagać. Powiedziałam, że jeśli miałby być ktoś kto mnie przekona to ciocia Audrey. Znasz ją? Ona nienawidzi Bractwa! Jest ostatnią osobą która by mi to powiedziała. "Mela słuchaj się rozkazów Makro". Powiedziałam to Shadow, wysłanniczce Bractwa, a ona przyprowadziła ciocię. Audrey mi to powiedziała.
Zwiesiła głowę. Mówiła już tak piskliwie, że myślałem, iż płacze.
- Nie chciałam pilnować skarbu - kontynuowała. - ale przysięgłam i musiałam. Wy nie powinniście wiedzieć...
Nastała kolejna chwila ciszy. Miałem ją przerwać, ale Mela znów się odezwała.
- Wiem jak to zrobiła - rzekła. - Trzeba mieć To w sobie. Musi być z rodu jaguara.
Teraz straciłem swoją dumną pozę. Byłem tak zdziwiony, że zacząłem się krztusić.

<White?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz