poniedziałek, 29 września 2014

Od Leo C.D. opowiadania White

- Dobrze moje dziecko, dobrze - odpowiedziała jej uśmiechając się.
Przeszliśmy kocimi drzwiczkami w kuchennych drzwiach. Prawie zapomniałem jak dobrze było w naszym domu... Spojrzałem na ciocię. O jej charakterze też zapomniałem. Czego tak się bałem? Może po prostu domu? Ikaena to dobra dama. Mądra i ułożona i... Jak mogłem tego nie widzieć! To przecież strażniczka! Ciocia należy do Bractwa!
- ...i dlatego to ja odpowiadam za kuchnię. - wpadło nagle do mojej głowy. Ciocia musiała opowiadać White o porządkach w domu.
- Czy jest pani magiczna? - zapytała Biała.
- Tak - odpowiedziała ciocia. Poczułem nagły podmuch wiatru. Po chwili w powietrzu wirowało mleko ze stojącego w kącie baniaka i powędrowało do dwóch wyciągniętych wcześniej misek.
I kolejny podmuch, tyle, że go nie czułem a usłyszałem. Nagle dotarło do mnie, że to mowa wiatru używana przez White. W chwilę później zaszumiała odpowiedź Ikaeny.
- Uau! - szepnęła White. - Pani naprawdę zna się na wietrze.
- Dziękuję - odpowiedziała z uśmiechem ciocia. - Czyli należycie do Kociej Dumy, zgadza się?
- Tak - odparłem.
- Wiecie?
- Tak
- A, że jestem...
- Również
- Aha...
Ciocia odwróciła się od nas. White spojrzała na mnie pytająco.
- Mela powinna być bardziej ostrożna - zaczęła ciotka. - Nie powinniście nawet się domyślić o Skarbie.
- To był... - zaczęła Biała, ale ciotka jej przerwała.
- Przypadek? Masz rację. Tylko przypadkiem można znaleźć wejście. Długo pracowaliśmy nad tym zaklęciem. "Ten kto szuka nie odnajdzie".

<White?>

Od White C.D. opowiadania Leo

- Proszę pozwolić nam wszystko spokojnie wyjaśnić - zasugerowałam, dumnie unosząc głowie.
- Słucham uważnie - powiedziała ciotka Leonidasa siadając na trawie.
- Ja nazywam się White Star, jestem dziewczyną Leo dopiero od niedawna i tak jak on należę do stada kociej dumy - powiedziałam spokojnie, ale zdecydowanie patrząc prosto w oczy kotki. - i jeżeli Panią to interesuje to jestem w stu procentach kotem rasy Agora Turecka.
Ciotka Leo zmierzył mnie wzrokiem, zamruczała i spotkała na kocura. Leonidas stał obok mnie. Nic nie mówił. Chyba trochę bał się ciotki.
- No cóż, przepraszam was za to nieporozumienie - jej głos przerwał nagle milczenie. - Pomyliłam się trochę co do ciebie White Star. W ramach rekompensaty zapraszam was na kolacje.
- Świetny pomysł, padam z głodu - odezwał się wreszcie Leo. Ruszyliśmy za ciotką Leo. W pewnej chwili zrównaliśmy z nią krok.
- A, i jeszcze jedno - zwróciłam się do kotki. - proszę mówić mi White lub Biała.

<Leo?>

piątek, 26 września 2014

Od Shadel C.D. opowiadania Leo

Spojrzałam w jego lśniące oczy. To on. Uspokoił się a jego kształt bardziej przypominał kota. Stałam niepewnie dysząc głośno. Zmienił się w kota, a blask w jego oczach znikł, pokrywała je jakby mgiełka. Czułam do niego niechęć, to uczucie znikło. Ciepłe wibracje bijące od ciała kota. Wszystko. Nie bałam się go podeszłam.
- Coś ci jest?
Zraził się i wstał. Jego przenikliwe ostre spojrzenie zraniło mnie i byłam jeszcze bardziej zniechęcona. Popatrzyłam na niego w wyższością i zadarłam ogon odchodząc. Co on sobie myślał!!? Pff... Mam to gdzieś uniosę się honorem!
- Shad! - usłyszałam wołanie jakiegoś kota za mną.
Odwróciłam łeb.
- Hę? - parsknęłam mimowolnie.

<Leo??>

niedziela, 21 września 2014

Od Leo C.D. opowiadania White

- Są całkiem sympatyczni - odpowiedziałem uśmiechając się szeroko. Było w tym trochę kłamstwa. Miałem ochotę krzyczeć różne obelgi pod ich adresem, ale nie chciałem przypadkiem złamać serca White...
Szliśmy ciemną uliczką. Była to piękna, bogata aleja na obrzeżach miasta. Znałem ją. Tu się urodziłem i wychowałem. Był wczesny wieczór. Słońce zbliżało się do horyzontu...
- White? - szepnąłem.
- Słucham - odpowiedziała również szeptem.
- Chcesz zobaczyć dom mojej byłej pani?
- Daleko?
- Nie, tuż za rogiem...
- Tak.
Aleja Wealth była cichą i spokojną uliczką. Małe przycięte lipy były tu ogrodzone płotkami, a po obu stronach brukowanej uliczki stały piękne wielkie wille. W wielu oknach paliło się światło, słońce prawie zaszło... Zobaczyłem wysoki żywopłot ogradzający białą willę z brązowym dachem. Na bramie, na złotej tabliczce w kształcie kota pisało zdobnymi literami:


A. i T. Boreal
hodowla kotów Ragdoll
Avenue of Wealth 7

- To tu - szepnąłem. 
Przeszliśmy szparą między szczeblami furtki. Na równo przystrzyżonym trawniku nie było ani jednego liścia, a krzewy ogrodowe w kształcie ragdolli też bez zbędnych niedokładności. Wzdłuż kamiennej ścieżki na stalowych rusztowaniach wisiały lampiony, też przyozdobione kotami.
White rozglądała się z ciekawością, obwąchiwała to i owo... 
- Nie jesteś taki jak my Leo - usłyszałem nagle za swoimi plecami kobiecy głos i ze strachu prawie zemdlałem. - Twoja matka powinna się wstydzić takiego syna!
- Ciocia Ikaena! - powiedziałem dygocąc ze strachu. - C-co ty tu r-robisz!
- Tak się składa, że mieszkam - odpowiedziała z kpiącym uśmieszkiem.
- White Star nie jest mieszańcem! - powiedziałem. Chciałem się jakoś usprawiedliwić.
- Ale kocięta będą...
- Nie planujemy jeszcze dzieci - wręcz odetchnąłem z ulgą słysząc głos Białej. - Jesteśmy parą ledwie dzień.

<White?>

Od White C.D. opowiadania Leo

- Tak - powiedziałam przytulając mocno Leonidasa. Byłam bardzo szczęśliwa. - Już myślałam, że nigdy mnie o to nie zapytasz.
- Bałem się, że odmówisz - powiedział cicho. Nie wytrzymałam i znów go pocałowałam.
Słońce już powoli zaczynało wschodzić. Poszliśmy szybko pod drzewo zakochanych, to wspaniałe miejsce żeby podziwiać wschodzące słońce. Siedzieliśmy tam, aż do chwili gdy zrobiło się zupełnie jasno. Nagle usłyszeliśmy dziwny dźwięk coś jakby warczenie. Leo poderwał się na równe nogi, a ja zachichotałam. Kocur spojrzał na mnie zdziwiony.
- Spokojnie to tylko mój brzuch - nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. - Od dłuższego czasu nic nie jadłam.
Leonidas parsknął śmiechem. Szybko zebraliśmy się na polowanie. Zakończyło się ono sukcesem i po ok. godzinie byliśmy oboje syci. Spacerowaliśmy przez las rozmawiając. Nagle zawiał dziwny wiatr. Wsłuchałam się w jego szepty. Ciepły zefir niósł dla mnie wiadomość, od osoby której bardzo dawno nie widziałam. Od starego przyjaciela.
- Leo musimy iść do miasta - oznajmiłam i pobiegłam w stronę zabudowań. Leo był zdezorientowany ale pomknął za mną. Zatrzymałam się dopiera za bramą miejską. Kocur po chwili dołączył do mnie zziajany.
- Co... się stało? - zapytała ciężko oddychając. Nie odpowiedziałam rozglądając się uważnie. W końcu zobaczyłam. Za jednym straganem stał rudy kot.
Podbiegłam do niego:
- Co ty tu robisz Rudy? - zapytałam witając się z nim. Po chwili z za rogu wyszła szarobura kotka.
Z nią też się przywitałam.
- Jak się masz Ive? - uśmiechnęłam się przytulając przyjaciółkę. Po chwili dołączył do nas Leo.
- To jest mój chłopak Leo - powiedziałam przedstawiając Leonidasa, potem zwróciłam się do niego. - A to są moi starzy znajomi Blask, ale wszyscy mówią mu Rudy i jego siostra Ive.
Rudy zaprowadził nas na strych jednego z domów. Nie uwierzyłam w to co zobaczyłam, w sianie leżały trzy kocięta. Czarne, rude i bure.
- To dzieci Ive - oznajmił Rudy. - To właśnie z ich powodu musieliśmy się zatrzymać tu.
- A kto jest ich ojcem? - spytałam z czystej ciekawości głaszcząc jednego z maluchów.
- Tego właśnie nie wiadomo. - odparła Ive kładąc się obok dzieci.
- Skąd wiedzieliście, że nadal jestem w okolicy? - spojrzałam na Kotkę i kocięta, a potem rzuciłam okiem na Leo, przysłuchującego się naszej rozmowie.
- Nie ma drugiej takiej kotki jak ty, więc wystarczyło zapytać wiatr. - odpowiedział Kocur. - Widzę,że u ciebie dużo się zmieniło, powoli ustatkowujesz się.
Uśmiechnęłam się, bardzo lubiłam Rudego i jego siostrę. Dzięki nim przeżyłam gdy wyrzucono mnie z domu, a Rudy był moją pierwszą miłością i zostało mi trochę sympatii do niego. Poopowiadałam im co robiłam przez ostatnie trzy lata. Miałam nadzieje, że dołączą do stada, niestety oni to wieczni podróżnicy. Nigdzie nie zagrzeją miejsca, gdy tylko kocięta podrosną to wyruszą dalszą drogę.
Zrobiło się już późno i musieliśmy wracać do stada. Pożegnałam się ze znajomymi i razem z Leo, ruszyliśmy przez opustoszałe już miasto.
- Co myślisz o moich znajomych? - zapytałam Leo. - Dzieci Ive są takie urocze.

<Leonidas dokończysz?>

niedziela, 14 września 2014

Od Leo C.D. opowiadania Shadel

Zdziwiło mnie spotkanie z Shadel. Nie widziałem jej od dawna. Ciekawsze było jednak jej zachowanie... Nie każda kotka przysiada się dobrowolnie do jakiegoś kocura, a zwłaszcza nie do mnie.
Czułem lekką odrazę do Shad. Nie było to coś osobistego, raczej... Uczucie wiążące mnie z nią było takie jak to które łączyło mnie z Melą... Odpychała mnie jej nieczysta krew... Mimo to byłem dlań miły.
- Powiedz mi Shad - odezwałem się, a kotka aż podskoczyła. - Gdzie byłaś przez ten cały czas? Martwiłem się...
Widziałem, że kotka ledwo dusi okrzyk. Czyżby się zdenerwowała?
- J-ja... - jąkała się. - B-byłam to t-tu to tam...
- Aha...
Nie miałem tematu do rozmowy. Przewróciłem oczami. Może zaproszę ją na spacer? Albo na polowanie?
- Jesteś głodna? - spytałem.
- T-tak.
- No to... chodźmy.
Poszliśmy na łąkę. Ona wypatrywała myszy, czy szczurów gdy ja rozglądałem się za czymś bardziej mnie godnym. Jakaś cząstka mnie kazała mi pokazać, że jestem od niej lepszy.
Przez krótką chwilę wydawało mi się, że coś zaszeleściło w trawie. Wpatrywałem się w miejsce, z którego dobiegł dźwięk. Przez zarośla zobaczyłem pięknego bażanta. Rozpłaszczyłem się na ziemi zmieniając kolor sierści tak, aby zlewał się z suchą trawą.
- Chodź, chodź... - szeptałem, ale zamiast usłyszeć pomruk kota usłyszałem odgłosy ptaka. Co dziwniejsze bażant zaczął nasłuchiwać. Ale ja nie mówię po ptasiemu, prawda?
Nie wiedziałem o co chodzi. Wystraszyłem się tego co właśnie zrobiłem. Jednak instynkt zaczął działać i wbiłem spojrzenie w bażanta.
Ryknąłem głośno i skoczyłem na pta... Zaraz? RYKNĄŁEM???!!!
Gdy przydusiłem ofiarę do ziemi zobaczyłem, że moje łapy są większe i złote w czarne plamy. Co się stało?
Obejrzałem się od łap po ogon... Byłem czymś innym... jaguarem...
- Nie! - ryknąłem wypuszczając ptaka. - Nie! Nie! Nie! Nie! NIE!
Spojrzałem na Shadel błagającym spojrzeniem. Ona tylko się wystraszyła.
- Leo?! - krzyknęła drżącym głosem. - Gdzie jest Leo!
- To ja Shad! - krzyknąłem i poczułem jak się zmniejszam i staję zwykłym ragdollem. - Musimy iść do Mirou lub Melanie...

<Shadel?>

Od Leo C.D. opowiadania White

Byłem osłupiały, oniemiały, ogłupiały... Nieważne! Wpatrywałem się w nią zdziwiony. Nie mogłem też wydusić z siebie słowa. Straciłem panowanie nad mocami. Zmieniałem kamienie w kwiatki, motylki... Sierść zachodząca na oczy migała na rudo, szaro, biało, czarno... Bałem się że zmienię się w człowieka lub ją w mysz czy coś...
Jednak ochłonąłem i zacząłem walkę z szwankującymi mocami, które ucichły. Teraz rozpocząłem kolejną, ze sobą.

Pocałowała mnie! Pocałowała mnie!
Tak. I co z tego?
Pocałowała!
Ale jest wpieniona bo podałeś się za jej chłopaka.
Racja... Ale mnie pocałowała!
Opanuj się!

Dopiero teraz dostrzegłem co się w okół dzieje. Nawet przez sierść na polikach uśmiechającej się szeroko kotki pojawił się rumieniec. Chichotała chicho.
Przytuliłem się do niej mrucząc.
- Przepraszam - szepnąłem. - Nie wiedziałem co jej powiedzieć...
- Nic nie szkodzi... - odparła pocierając głową o mój bok.
- Zgadzasz się? - spytałem. - Zostaniesz moją dziewczyną?

<White?>

Od White C.D. opowiadania Leo

Przez pewien czas miałam w głowie tylko czarną dziurę. Świadomość zaczęłam odzyskiwać dopiero gdy usłyszałam głos Leonidasa i jakiejś kotki. Niestety nie wyłapałam całej rozmowy usłyszałam tylko słowo "Klifo" - eliksir uzdrawiający. Miałam chyba gdzieś taki. Nawet wiedziałam gdzie.
- Leo - szepnęłam lewo słyszalnie, a kocur nachylił się nade mną. Mam Klifo...
- Gdzie? - zapytał Leo wyraźnie rozradowany.
- W korzeniach tego drzewa... Od strony południowej... - nie miałam siły nic więcej powiedzieć, gorączka strasznie mnie osłabiła. Znów zasnęłam.
Usłyszałam tylko jak kocur wyskakuje z mojej dziupli. Miałam nadzieje, że Klifo w przeciwnym razie będzie ze mną źle, ale wolałam nie przywoływać wizji śmierci w męczarniach.
Obudziłam się późno w nocy. Pierwsze co zobaczyłam to zielone oczy czarnej kotki.
- Widzę,że eliksir zadziałał - powiedziała spokojnie nieznajoma. - Jak się czujesz?
- Już lepiej. Dziękuję - odparłam lekko jeszcze zmęczona. - A tak właściwie to kim jesteś?
- Jestem Nightfur... - przedstawiła się.
- Ja jestem White Star. Jesteś nowa w naszym stadzie - rozprostowałam kości i wyjrzałam na polane. Wszyscy spali, nie widziałam nigdzie Leo. Rozejrzałam się uważnie po moim "gniazdku".
- Twój chłopak chciał czuwać przy tobie ale był zbyt zmęczony i zasnął pod drzewem - oznajmiła Nightfur i zeszła na ziemię.
Już się miałam jej zapytać o co jej chodziło z tym chłopakiem, ale po chwili załapałam, że chodzi o Leo. Muszę z nim na ten temat porozmawiać.
Stwierdziłam,że powinnam się przewietrzyć. Wyleciałam dziupli i poleciałam nad staw. Patrzyłam się przez kilkanaście minut jak nocne niebo odbija się w krystalicznej wodzie. Usłyszałam, że ktoś idzie w moją stronę dobrze znałam te kroki. To był Leo. Kocur usiadł koło mnie w milczeniu. Była taka piękna noc, aż chciało mi się śpiewać. Wzięłam głęboki w dech i z moich ust wydobył się delikatny melodyjny głos.


Znów chronię się pod skrzydeł twych cień
Zgubiłam się lecz znów odnalazłeś mnie.
Jest tyle dróg co prowadzą tu.
Dlaczego wciąż tak łatwo gubię je?
Zwiąż mnie tak bym nie mogła wyrwać się.
Proszę rozświetlaj mroki i prowadź mnie.

Patrząc na niebo rozgwieżdżone,
Już wiem, że dziś znów nie będę w stanie
powiedzieć Ci jak bardzo kocham Cię.

To Ty otworzyłeś mi oczy i pokazałeś świat.
Tylko Ty mi pomagałeś gdy nie byłam w stanie iść.
To Ty otworzyłeś me serce i bym mogła kochać Cię.
Teraz jestem tu i parząc w oczy Twe ma wielką nadzieje,
że Ty również pokochałeś mnie...

Gdy skończyłam spojrzałam Leo prosto w oczy. Dałam mu łapą w pysk.
- To za to, że powiedziałeś, że jestem twoją dziewczyną - wyjaśniłam i nim kocur zdążył cokolwiek powiedzieć pocałowałam go bardzo czule. - A to, za całą resztę.

<Leo?>

Od Shadel

 Świtało. Słońce delikatnie muskało moje zamknięte oczy, stłumione światło obudziło mnie. Spojrzałam kontem oka na resztę stada. Leo siedział na swoim miejscu zapatrzony gdzieś daleko. Chciałam cicho wstać i podejść do kocura, jednak upadłam. Syknęłam pod nosem.
 - Nic ci nie jest?! - podszedł do mnie.
 - Nie... no co ty - jęknęłam.
Usiadł blisko. Poczułam ciepło płynące z jego rozgrzanego ciała. Jego sierść delikatnie dotykał mojej przyprawiając mnie o dreszcze. Miał niesamowitą postawę. Jego ciepło przepływało przez moje ciało, zadrżałam.
 - Zimo ci?
Zaprzeczyłam kiwnięciem głowy. Posunęłam się bliżej niego. Coś przyciągało mnie do niego jak magnez! Nie mogłam oprzeć się jego dotykowi, czułam się przy nim bezpieczna. Z blasku wstającego słońca był jeszcze bardziej intrygujący. Światło padało mu na cienką i gęstą ułożoną słodko chaotycznie sierść. Był boski. Spojrzał na mnie. Patrzyłam mu prosto w oczy, w moim brzuchu było ciepło. Czułam do niego chemię. Spuściłam wzrok pesząc się przy tym.

<Leon?>

sobota, 13 września 2014

Od Leo C.D. opowiadania White

Sam nie wiedziałem co robić... Szukałem odpowiedzi głęboko w swoim umyśle... Była tam kotka podobna do mnie... Shadel! Ona jest uzdrowicielką! Ma moce, zdolności i w ogóle!
Zeskoczyłem z drzewa. Nawet nie poczułem bólu wywołanego przez upadek z takiej wysokości. Biegnąc na oślep (nie wiedziałem gdzie szukać) wpadłem na leżącego na ziemi Bright'a.
- Uważaj jak łazisz baranie! - syknął.
- Sorry Big - odpowiedziałem. - Wiesz gdzie jest Shadel?
- Nie widziałem jej od dawna... A co?
- Biała potrzebuje pomocy! - wybuchnąłem. - Potrzebny kot-uzdrowiciel!
- Nat ostatnio mruczał coś o jakiejś Nightfur... Ma być nową...
Ale dalej nie słuchałem. Zacząłem wypatrywać Nataela. To taki łatwy do zobaczenia kot...
Pobiegłem nad staw. Tam nie było Nat'a, ale były inne koty. Tyle czasu przebywałem z White Star, że nie zauważyłem ilu nas przybyło. Siedziały tam trzy kotki: Ruda, Bura i Czarna. Rozmawiały między sobą i chichotały.
- Nightfur? - zapytałem niepewnie gdy stałem bliżej.
- To ja - odpowiedziała czarna wstając i podchodząc do mnie.
- Potrzebuję twojej pomocy! - powiedziałem błagalnym tonem.
- Co się stało? - zapytała z chytrym uśmieszkiem. Przez chwilę zdawało mi się, że jej oko stało się niebieskie, ale szybko wróciło do zieleni.
- Chodzi o moją... - urwałem. Nie znała Białej, a głupio było mi powiedzieć "koleżankę". - dziewczynę...
Sam nie wiedziałem co mówię. Dopiero gdy dotarł do mnie sens wypowiedzianych słów ugryzłem się w język. Nightfur mina jednak zrzedła.
- O twoją dziewczynę, tak?
- T-tak... Jest ciężko ranna - poczułem jak łzy spływają mi po wąsach. - Błagam pomóż jej!
Kotka zastanowiła się chwilę. Wściekłem się! Marnuje cenny czas, w którym mogłaby ocalić White.
- Klifo - powiedziała. Co to znaczy? Czym, albo i kim jest Klifo? Jakby czytając mi w myślach odpowiedziała - To rzadki eliksir, który wyleczy nawet najgłębszą ranę.

<White?>

Od White C.D. opowiadania Leo

Całą ta sprawa wywołała u mnie niepokój. Przez pewną chwile czułam się jak w cyrku. Pies i dwa koty idą na łąkę tam gdzie jest tunel. Bractwo nic nie wie, a ciotka Meli to wszystko obserwuje i nic z tym nie zrobiła. Miałam mieszane uczucia. Może Mela i Mimi coś na to poradzą.
Nagle poczułam się bardzo zmęczona. Nie zastanawiając się długo wleciałam do swojego "gniazdka" i bardzo szybko zasnęłam. Z rana obudziłam się w samo południe. Strasznie źle się czułam. Było mi zimno i chciało mi się spać. Już dawno nie miałam gorączki. Spojrzałam na wczorajszą ranę. Zamiast się goić zaczęła paskudnie ropieć. Teraz już wiedziałam skąd ta gorączka. W ranę wdało się zakażenie. Nagle dostałam dreszczy. Strasznie źle się czułam. Wtuliłam się mocno w liście i mech z mojego legowiska i znów zasnęłam. Miałam straszne koszmary.
,,Śnił mi się pies walczący z naszymi alfami, a potem Leo stojący w ciemności, po chwili kocur się odwrócił i poszedł przed siebie, a ja mimo starań nie mogłam krzyczeć i biec za nim".
Chciałam się obudzić, ale nie byłam w stanie. We śnie nadal patrzyłam w ciemność w której zniknął Leonidas.
- White! - usłyszałam nagle. - Biała obudź się!
Dopiero to wyrwało mnie ze świata strasznych mar. Nade mną stał Leo.
- Co się stało?- spytałam bardzo cicho, brawie szepcząc.
- Krzyczałaś przez sen. Nic ci nie jest? - Kocur przyglądał się mi uważnie.
- Nie - czułam jak moja głowa robi się ciężkie, a głos coraz słabszy. - Po prostu miałam koszmar...
Straciłam przytomność, nie wiedziałam co się ze mną dzieje.

<Leo?>

~~Naj's~~


Wielką Galę Naj's uważam za otwartą! Mamy dzisiaj 13 września więc pora ogłosić kto zdobył naj! Szkoda, że 13 wypadł w sobotę bo piątek trzynastego przynosi bonusy...

Naj od aurora (Nagroda uznania): ---
Najdłuższe opowiadanie: Lydianne (629 słów)
Najwięcej opowiadań: White Star (13)
Najaktywniejszy kot miesiąca: Leonidas
Najciekawsze opowiadanie: White Star
Najsmutniejsze opowiadanie: ---
Najradośniejsze opowiadanie: (nie ma ponuraki!)
Najmiłośniejsze (nie istnieje taki wyraz :D) opowiadanie: ---
Najaktywniejsza zakochana para miesiąca: (Nje ma zakochanych...)
Najkrótsze opowiadanie: (Za pierwszym razem nie przyznajemy)

Podsumowanie:
Lydianne - 100
White Star - 100+50
Leonidas - 50

piątek, 5 września 2014

Od Leo C.D. opowiadania White

Gdy skończyłem opowieść Mela przeszyła nas groźnym spojrzeniem, charakterystycznym dla dominanta. Potem odetchnęła głęboko.
- Czyli - zaczęła. - pies i jakiś pokraczny kot prowadzą ze sobą Fleur i na dodatek gdzieś niedaleko łąki, na której jest wejście do tunelu do sami-wiecie-czego?
Chwilkę zastanawiałem się co to Fleur, ale raczej powinienem pomyśleć "kto?".
- Tak - odpowiedziała jej krótko White Star.
- I Bractwo nic o tym nie wie? A jedyną osobą, która ma jakiekolwiek pojęcie co robić to ciocia Audrey?
- Chyba tak...
- Zostańcie tu. Ja i Mirousse pójdziemy zbadać tą sprawę.
I pobiegła do Mirou ją obudzić.

<White?>

Od White C.D. opowiadania Leo

Patrzyłam uważnie to na psa i koty idące ścieżką, to na drzewo na którym siedziała ruda kotka. Zastanawiałam się co robić. Nie chciałam mieć znów problemów, ale i nie mogłam wrócić na polanę jakby nigdy nic i położyć się spać.
- Powiedzmy o tym Meli - zaproponowałam.
- Wiesz to chyba jedne co możemy zrobić - odparł Leo i zaczął powoli schodzić z drzewa. Ja jednym susem zeskoczyłam z pośród gałęzi i wyhamowałam przed samą ziemią. Ruszyliśmy biegiem w stronę polny na której reszta stada smacznie spała. W pewnym momencie potknęłam się o jakiś korzeń i upadałam na ziemię raniąc się o ostry kamień. Rubinowa krew popłynęła po mojej śnieżnobiałej sierści, a rozcięcie bolało jak diabli. Szybko wzięłam się w garści i dołączyłam do Leonidasa, który trochę mnie już wyprzedził. Teraz zamiast biec leciałam kilka centymetrów nad ziemią.
- Nic ci nie jest? - zapytał kocur gdy tylko zobaczył krew.
- Tylko się zadrapałam - skłamałam czując jak rana piecze. Musiała być głęboka bo nie przestawała krwawić. Po chwili wbiegliśmy (choć ja raczej leciałam) na polane cali zdyszani. Podeszliśmy do legowiska Meli. Kotka spokojnie spała. Szturchnęłam ją lekko. Melanie otworzyła oczy.
- Co się stało? - zapytała zaspanym głosem. Leo wszystko jej opowiedział.

<Leonidas?>

środa, 3 września 2014

Zasłużona nagroda i inne...

Otóż trzeba zrobić Post Organizacyjny. Konkurs 1 powinien być już od kilku dni rozwiązany! White Star, tofeliko jako jedyny uczestnik wygrywa tzw. walkowerem.

Oficjalny herb CP wykonany przez tofeliko

Niebawem pojawi się wzorowana na tym rysunku flaga stada.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Ktoś sobie zasłużył chyba na wyższą rangę. White Star i Leo podnoszą swoje rangi. Jeszcze kilka opowiadań i ranga 2, ale najpierw 1.
Pytanie do tofeliko: White podnosi rangę czy zostaje przy swojej?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

A teraz opiernicze...

Nieaktywności


Czekamy na usprawiedliwienie od dragon245 (kotka Lydianne) i Terezi (Wiess). Kotki są nieaktywne i oczekujemy od nich poprawy. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Przypominam też o Naj's. Kto zdobędzie jaką nagrodę? Ile ₪ zbiorą dane koty? To będzie
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Od Nataela C.D. opowiadania Nightfur

- No jasne... oczywiście -spojrzałem w moją lewą.
- To gdzie na początek??
- No na przykład idźmy do Chrisa, a on może cie oprowadzi bo ja jestem umówiony.
Spojrzała na mnie przechylając łeb.
- No może - westchnęła.
Po 10 minutach napotkaliśmy Chrisa. Przywitaliśmy się i po chwilowej pogawędce zapytałem czy pomoże Fur.

[Chris?? Pomożesz jej?]

Od Nightfur

Szłam przez las kiedy zobaczyłam kocura. Przypominał kota abisyńskiego ale był długowłosy. Podeszłam do niego.
- Witaj.
Kocur nie spodziewał się mnie. Podskoczył ze zdziwienia.
- Jestem Nightfur. Nowa...A ty jesteś?
- Natael...
- Miło mi cię poznać.
Natael...Ładne imię.
- Co byś powiedział na spacer po terenach? No wiesz jeszcze się tu nie orientuje...i przy okazji poznalibyśmy się lepiej...Co ty na to?

<Natael? Nie to nie podryw xD>