Przyjrzałem się zwierzętom dokładnie. Były to dwa koty i... pies! Przyjrzałem się postaciom dokładnie. W błękitnej kotce o złotych oczach poznałem tą, którą spotkałem nad jeziorem. Szukała wtedy Meli, miała jakąś wiadomość...
Drugi kot przypominał Mirou, ale był zupełnie innej maści. Do tego miał, albo raczej nie miał nosa. Pysk był tak zmasakrowany, że zastanawiałem się przez chwilę czy nie walczył z tym psem. A był to doberman z wyraźną blizną na pysku, blizną po kocie.
Po chwili, szturchnięty przez White spojrzałem na pobliskie drzewo. Siedziała na nim kotka. Bardzo ohydna i niestety rasowa. Znałem ją. Mieszkała kiedyś u sąsiadów. Była to kotka ruda, fu! Nie podobają mi się rude kotki! Audrey też obserwowała trzy postacie. Przez ułamek sekundy miałem wrażenie, że nas nie widzi, ale gdy spuściła wzrok z pochodu i spojrzała na nas wydałem z siebie zduszony okrzyk.
Machnęła ogonem i błysnęła zielonymi oczami. Zrozumiałem, że mamy się wycofać. Szepnąłem o tym Białej.
Odsunęliśmy się kawałek. Wtedy wpadłem na genialny pomysł. Podpełzłem do najbliższego drzewa i zacząłem wspinaczkę. White zrozumiała o co chodzi i weszła za mną. A raczej wleciała.
- Co to za koty? - syknęła. - I pies?
- Znam tylko kotki - odparłem. - Kartuskę spotkałem nad jeziorem, a ta ruda to Audrey. Była sąsiadka...
Właśnie coś sobie przypomniałem. Melanie mówiła mi ostatnio o Audrey!
- Mela zna Aud! - szepnąłem podniecony. - Tą niebieską też!
- Zastanawia mnie czego tu chcą ten kocur i pies...
- Mnie też...
<White Star?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz