Gdy się obudziłam słońce już dawno wzeszło. Nie powiem w moim ,,gniazdku"
śpi się całkiem wygodnie. Nie chciało mi się w ogóle wstawać, ale
ciepłe promienie słońca przedzierające się przez gałęzie drzewa
przepędziły moje piękne sny. Zeskoczyłam z drzewa i pokręciła się chwilę
po pustej już polanie. Po kilku minutach pojawił się Leo.
- Dzień Dobry - przywitał mnie. - Jak się spało?
- Witaj Leo -nadal byłam jeszcze trochę zaspana. - Spało się bardzo dobrze.
- To fajnie, masz jakieś plany na dziś? - zapytał.
- W sumie to nie - odparłam. - Ale za nim znów ruszymy w przygodę zjadłabym jakieś śniadanie.
- Dobry pomysł. Ja też jeszcze nic nie jadłem. Chodźmy na polowanie.
Na łące było sporo zajęcy i myszy. Za długouchami nie chciało mi się
biegać. Zjedliśmy najpierw kilka mniejszych gryzoni. W pewnym momencie
zobaczyłam w trawie samicę bażanta. Zacząłem się, i skończyłam na
ptaka. Był trochę chudy, ale smaczny. Gdy już oboje z Leo byliśmy syci.
Właśnie mieliśmy wracać gdy nagle zobaczyłam coś w zaroślach. Bez
zastanowienia pobiegłam w tamtą stronę i nagle straciłam grunt pod
łapami. Runęłam w dół. Upadek nie należał do przyjemnych. Leo szybko
podszedł do krawędzi dołu.
- Nic ci nie jest? - zapytał.
- Nic - odparłam i zaczęłam się rozglądać. - Skąd w ten dół się tu wziął?
- White! - krzyknął kocur. - Wyłaź stamtąd.
Już miałam wylecieć stamtąd gdy zobaczyłam nie wielki tunel.
- Leo, tu jest jakiś pod ziemny korytarz. Chodźmy go sprawdzić -powiedziałam do kota.
- Nie wiem czy to dobry pomysł - zawahał się Leonidas. Nie zwracałam na niego uwagi bo weszłam do pod ziemnego tunelu.
<Leo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz