Zrobiło się już późno. Nie miałam ochoty wracać. Cały dzisiejszy dzień
był do kitu, a zapowiadała się tak ciekawie. Na przyszłość będę musiała
bardziej myśleć co robię, bo znowu właduje się w jakieś kłopoty.
Zgłodniałam. Nie zastanawiając się długo poleciałam nad rzekę i
złapałam nie dużą rybkę. Zastanawiałam się co ze sobą zrobić. Byłam
zmęczona. Poleciałam na polanę i położyłam się w moim gniazdku. Wszyscy
już spali. Mimo wcześniejszego zmęczenia i senności nie potrafiłam
zasnąć. W głowie kłębiły mi się tysiące myśli. Wróciły wspomnienia z
beztroskiego życia w w domu kupca. Jaką ja wtedy miałam ochotę tam
wrócić. Położyć się na górze miękkich poduszek i dać się głaskać
ludziom. Wyleciałam z dziupli i poszłam nad staw. Dużo czasu spędziłam
wpatrując się we własne odbicie. Nagłe usłyszałam, że ktoś idzie w moim
kierunku. Był to Leo.
- Co robisz? - zapytał.
- Nic - odparłam leniwie. Kocur usiadł obok mnie. - Chciałam cię przeprosić, nie powinnam była cię namawiać, żebyś szedł ze mną.
- Na prawdę nic się nie stało - powiedział i uśmiechnął się.
- Jak myślisz, dlaczego komnata się otworzyła gdy przyłożyłam łapę do śladu? - zapytałam.
- Rozmawiałem z Melanie i ona powiedziała, że ty musisz być z rodu Jaguara - odpowiedział.
- Rodu Jaguara? - byłam zdziwiona. - Nigdy nie słyszałam tej nazwy i nie mam bladego pojęcia co to za ród.
<Leo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz