środa, 13 sierpnia 2014

Od Bright'a

 Pewnego wieczoru leżałem i spoglądałem na zachodzące słońce. Odchodziło powoli. Od tyłu usłyszałem szelest. Odwróciłem się nerwowo. Serce biło mi odrobinę szybciej, jakby urok prysł! Wyszła Mela:
 - Nie przestraszyłam cię?
Odetchnąłem z ulgą.
 - Nie, nie...
 - Strasznie się ostatnio denerwujesz... spodziewałeś się kogoś innego?
 - No... możliwe.., ale sorry to nie twoja sprawa.
 - Nie no jasne. Przecież ci nic nie każe. A jak leci? - szybko zmieniła temat.
 - Powoli... - odparłem.
Stała zmieszana. Słońce nie sprawiało mi przy niej żadnej przyjemności.
 - Mogę się dosiąść? - zapytała.
 - No... - szepnąłem - ale bilet poproszę - uśmiechnąłem się.
Usiadła.
 - Co ty w tym widzisz nadzwyczajnego? - popatrzyła na mnie.
 - Och... no widzę tam chwile i czas... i moją miłość...
 - Masz kogoś?! - zdziwiona uniosła się.
 - Nie... moją pasję czyli zachód słońca... głuptasie. A może spotkamy się o północy podziwiać pełnię księżyca? Ale od razu mówię to nie randka... - dopowiedziałem.

< Mela? Dokończysz? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz