To miejsce było naprawdę dziwne. Spojrzałam na szklaną ścianę.
Rzeczywiście, to była woda ze stawu. Nawet pływały w niej ryby.
Rozejrzałam uważnie po całym pomieszczeniu.
- Może lepiej już wracajmy. Będą się o nas martwić - marudził Leo.
Powoli zaczynało mnie to irytować. Nagle dostrzegłam na ścianie dziwne wgłębienie w kształcie kociej łapy.
- Leo, chodź tutaj! - krzyknęłam. - Znalazłam coś!
Kocur niechętnie przyczłapał do mnie. Nie podobała mu się to miejsce. Ale gdy obaczył dziwny ślad od razu się ożywił.
- Ciekawe co to? - zapytał.
-Nie wiem - odparłam oglądając dokładnie wgłębienie. Nagle przyszedł mi
do głowy pewien pomysł. Przyłożyłam łapę do wgłębienia. Pasowała.
Niespodziewanie rozległ się straszny hałas. Kamienna ściana obok śladu
odsunęła się ukazując duże, jasno oświetlone pomieszczenie.
- Biała, zabierajmy się już stąd. Nie podoba mi się tu. Zaraz się
wpakujemy w kolejne kłopoty - Leo wyraźnie miał już dosyć tych podziemi,
ale ja nie.
- Jak chcesz to idź, spotkamy się na polanie - odparłam wchodząc do
pomieszczenia. Było mu chyba głupio zostawić kotkę samą więc poszedł za
mną. W podziemnej komnacie na środku stała podest z przeźroczystą
gablotą. Podeszłam bliżej . W gablocie leżał piękny, drogocenny
naszyjnik. Zaparło mi dech w piersiach. Było w nim coś magicznego,
niezwykłego, tajemniczego.
- Leo, zobacz... - szepnęłam zachwycona.
Nagle usłyszałam jakiś hałas i odgłosy rozmowy. To były głosy dwóch kotek.
- White, zbierajmy się stąd - powiedział Leo idąc szybkim krokiem w kierunku wyjścia.
- Masz rację - dogoniłam go i gdy już mieliśmy opuścić komnatę z
gablotą. Z tunelu z którego wyszliśmy wcześniej, wyłoniły się dwie
postacie. Były to Melanie i Mirousse.
- Co wy tu robicie?! - wykrzyknęła Mela.
- Yyyy... - nie wiedziałam co mam powiedzieć, byłam zmieszana.
- Odkryliśmy to miejsce przez przypadek - wtrącił Leo również zakłopotany.
<Leo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz