niedziela, 21 września 2014

Od White C.D. opowiadania Leo

- Tak - powiedziałam przytulając mocno Leonidasa. Byłam bardzo szczęśliwa. - Już myślałam, że nigdy mnie o to nie zapytasz.
- Bałem się, że odmówisz - powiedział cicho. Nie wytrzymałam i znów go pocałowałam.
Słońce już powoli zaczynało wschodzić. Poszliśmy szybko pod drzewo zakochanych, to wspaniałe miejsce żeby podziwiać wschodzące słońce. Siedzieliśmy tam, aż do chwili gdy zrobiło się zupełnie jasno. Nagle usłyszeliśmy dziwny dźwięk coś jakby warczenie. Leo poderwał się na równe nogi, a ja zachichotałam. Kocur spojrzał na mnie zdziwiony.
- Spokojnie to tylko mój brzuch - nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. - Od dłuższego czasu nic nie jadłam.
Leonidas parsknął śmiechem. Szybko zebraliśmy się na polowanie. Zakończyło się ono sukcesem i po ok. godzinie byliśmy oboje syci. Spacerowaliśmy przez las rozmawiając. Nagle zawiał dziwny wiatr. Wsłuchałam się w jego szepty. Ciepły zefir niósł dla mnie wiadomość, od osoby której bardzo dawno nie widziałam. Od starego przyjaciela.
- Leo musimy iść do miasta - oznajmiłam i pobiegłam w stronę zabudowań. Leo był zdezorientowany ale pomknął za mną. Zatrzymałam się dopiera za bramą miejską. Kocur po chwili dołączył do mnie zziajany.
- Co... się stało? - zapytała ciężko oddychając. Nie odpowiedziałam rozglądając się uważnie. W końcu zobaczyłam. Za jednym straganem stał rudy kot.
Podbiegłam do niego:
- Co ty tu robisz Rudy? - zapytałam witając się z nim. Po chwili z za rogu wyszła szarobura kotka.
Z nią też się przywitałam.
- Jak się masz Ive? - uśmiechnęłam się przytulając przyjaciółkę. Po chwili dołączył do nas Leo.
- To jest mój chłopak Leo - powiedziałam przedstawiając Leonidasa, potem zwróciłam się do niego. - A to są moi starzy znajomi Blask, ale wszyscy mówią mu Rudy i jego siostra Ive.
Rudy zaprowadził nas na strych jednego z domów. Nie uwierzyłam w to co zobaczyłam, w sianie leżały trzy kocięta. Czarne, rude i bure.
- To dzieci Ive - oznajmił Rudy. - To właśnie z ich powodu musieliśmy się zatrzymać tu.
- A kto jest ich ojcem? - spytałam z czystej ciekawości głaszcząc jednego z maluchów.
- Tego właśnie nie wiadomo. - odparła Ive kładąc się obok dzieci.
- Skąd wiedzieliście, że nadal jestem w okolicy? - spojrzałam na Kotkę i kocięta, a potem rzuciłam okiem na Leo, przysłuchującego się naszej rozmowie.
- Nie ma drugiej takiej kotki jak ty, więc wystarczyło zapytać wiatr. - odpowiedział Kocur. - Widzę,że u ciebie dużo się zmieniło, powoli ustatkowujesz się.
Uśmiechnęłam się, bardzo lubiłam Rudego i jego siostrę. Dzięki nim przeżyłam gdy wyrzucono mnie z domu, a Rudy był moją pierwszą miłością i zostało mi trochę sympatii do niego. Poopowiadałam im co robiłam przez ostatnie trzy lata. Miałam nadzieje, że dołączą do stada, niestety oni to wieczni podróżnicy. Nigdzie nie zagrzeją miejsca, gdy tylko kocięta podrosną to wyruszą dalszą drogę.
Zrobiło się już późno i musieliśmy wracać do stada. Pożegnałam się ze znajomymi i razem z Leo, ruszyliśmy przez opustoszałe już miasto.
- Co myślisz o moich znajomych? - zapytałam Leo. - Dzieci Ive są takie urocze.

<Leonidas dokończysz?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz