Szliśmy ciemną uliczką. Była to piękna, bogata aleja na obrzeżach miasta. Znałem ją. Tu się urodziłem i wychowałem. Był wczesny wieczór. Słońce zbliżało się do horyzontu...
- White? - szepnąłem.
- Słucham - odpowiedziała również szeptem.
- Chcesz zobaczyć dom mojej byłej pani?
- Daleko?
- Nie, tuż za rogiem...
- Tak.
Aleja Wealth była cichą i spokojną uliczką. Małe przycięte lipy były tu ogrodzone płotkami, a po obu stronach brukowanej uliczki stały piękne wielkie wille. W wielu oknach paliło się światło, słońce prawie zaszło... Zobaczyłem wysoki żywopłot ogradzający białą willę z brązowym dachem. Na bramie, na złotej tabliczce w kształcie kota pisało zdobnymi literami:
A.
i T. Boreal
hodowla kotów Ragdoll
Avenue
of Wealth 7
- To tu - szepnąłem.
Przeszliśmy szparą między szczeblami furtki. Na równo przystrzyżonym trawniku nie było ani jednego liścia, a krzewy ogrodowe w kształcie ragdolli też bez zbędnych niedokładności. Wzdłuż kamiennej ścieżki na stalowych rusztowaniach wisiały lampiony, też przyozdobione kotami.
White rozglądała się z ciekawością, obwąchiwała to i owo...
- Nie jesteś taki jak my Leo - usłyszałem nagle za swoimi plecami kobiecy głos i ze strachu prawie zemdlałem. - Twoja matka powinna się wstydzić takiego syna!
- Ciocia Ikaena! - powiedziałem dygocąc ze strachu. - C-co ty tu r-robisz!
- Tak się składa, że mieszkam - odpowiedziała z kpiącym uśmieszkiem.
- White Star nie jest mieszańcem! - powiedziałem. Chciałem się jakoś usprawiedliwić.
- Ale kocięta będą...
- Nie planujemy jeszcze dzieci - wręcz odetchnąłem z ulgą słysząc głos Białej. - Jesteśmy parą ledwie dzień.
<White?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz