niedziela, 21 września 2014

Od Leo C.D. opowiadania White

- Są całkiem sympatyczni - odpowiedziałem uśmiechając się szeroko. Było w tym trochę kłamstwa. Miałem ochotę krzyczeć różne obelgi pod ich adresem, ale nie chciałem przypadkiem złamać serca White...
Szliśmy ciemną uliczką. Była to piękna, bogata aleja na obrzeżach miasta. Znałem ją. Tu się urodziłem i wychowałem. Był wczesny wieczór. Słońce zbliżało się do horyzontu...
- White? - szepnąłem.
- Słucham - odpowiedziała również szeptem.
- Chcesz zobaczyć dom mojej byłej pani?
- Daleko?
- Nie, tuż za rogiem...
- Tak.
Aleja Wealth była cichą i spokojną uliczką. Małe przycięte lipy były tu ogrodzone płotkami, a po obu stronach brukowanej uliczki stały piękne wielkie wille. W wielu oknach paliło się światło, słońce prawie zaszło... Zobaczyłem wysoki żywopłot ogradzający białą willę z brązowym dachem. Na bramie, na złotej tabliczce w kształcie kota pisało zdobnymi literami:


A. i T. Boreal
hodowla kotów Ragdoll
Avenue of Wealth 7

- To tu - szepnąłem. 
Przeszliśmy szparą między szczeblami furtki. Na równo przystrzyżonym trawniku nie było ani jednego liścia, a krzewy ogrodowe w kształcie ragdolli też bez zbędnych niedokładności. Wzdłuż kamiennej ścieżki na stalowych rusztowaniach wisiały lampiony, też przyozdobione kotami.
White rozglądała się z ciekawością, obwąchiwała to i owo... 
- Nie jesteś taki jak my Leo - usłyszałem nagle za swoimi plecami kobiecy głos i ze strachu prawie zemdlałem. - Twoja matka powinna się wstydzić takiego syna!
- Ciocia Ikaena! - powiedziałem dygocąc ze strachu. - C-co ty tu r-robisz!
- Tak się składa, że mieszkam - odpowiedziała z kpiącym uśmieszkiem.
- White Star nie jest mieszańcem! - powiedziałem. Chciałem się jakoś usprawiedliwić.
- Ale kocięta będą...
- Nie planujemy jeszcze dzieci - wręcz odetchnąłem z ulgą słysząc głos Białej. - Jesteśmy parą ledwie dzień.

<White?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz