piątek, 5 września 2014

Od White C.D. opowiadania Leo

Patrzyłam uważnie to na psa i koty idące ścieżką, to na drzewo na którym siedziała ruda kotka. Zastanawiałam się co robić. Nie chciałam mieć znów problemów, ale i nie mogłam wrócić na polanę jakby nigdy nic i położyć się spać.
- Powiedzmy o tym Meli - zaproponowałam.
- Wiesz to chyba jedne co możemy zrobić - odparł Leo i zaczął powoli schodzić z drzewa. Ja jednym susem zeskoczyłam z pośród gałęzi i wyhamowałam przed samą ziemią. Ruszyliśmy biegiem w stronę polny na której reszta stada smacznie spała. W pewnym momencie potknęłam się o jakiś korzeń i upadałam na ziemię raniąc się o ostry kamień. Rubinowa krew popłynęła po mojej śnieżnobiałej sierści, a rozcięcie bolało jak diabli. Szybko wzięłam się w garści i dołączyłam do Leonidasa, który trochę mnie już wyprzedził. Teraz zamiast biec leciałam kilka centymetrów nad ziemią.
- Nic ci nie jest? - zapytał kocur gdy tylko zobaczył krew.
- Tylko się zadrapałam - skłamałam czując jak rana piecze. Musiała być głęboka bo nie przestawała krwawić. Po chwili wbiegliśmy (choć ja raczej leciałam) na polane cali zdyszani. Podeszliśmy do legowiska Meli. Kotka spokojnie spała. Szturchnęłam ją lekko. Melanie otworzyła oczy.
- Co się stało? - zapytała zaspanym głosem. Leo wszystko jej opowiedział.

<Leonidas?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz