Całą ta sprawa wywołała u mnie niepokój. Przez pewną chwile czułam się
jak w cyrku. Pies i dwa koty idą na łąkę tam gdzie jest tunel. Bractwo
nic nie wie, a ciotka Meli to wszystko obserwuje i nic z tym nie
zrobiła. Miałam mieszane uczucia. Może Mela i Mimi coś na to poradzą.
Nagle poczułam się bardzo zmęczona. Nie zastanawiając się długo
wleciałam do swojego "gniazdka" i bardzo szybko zasnęłam. Z rana
obudziłam się w samo południe. Strasznie źle się czułam. Było mi zimno i
chciało mi się spać. Już dawno nie miałam gorączki. Spojrzałam na wczorajszą ranę. Zamiast się goić zaczęła paskudnie ropieć. Teraz już
wiedziałam skąd ta gorączka. W ranę wdało się zakażenie. Nagle dostałam
dreszczy. Strasznie źle się czułam. Wtuliłam się mocno w liście i mech z
mojego legowiska i znów zasnęłam. Miałam straszne koszmary.
,,Śnił mi się pies walczący z naszymi alfami, a potem Leo stojący w
ciemności, po chwili kocur się odwrócił i poszedł przed siebie, a ja
mimo starań nie mogłam krzyczeć i biec za nim".
Chciałam się obudzić, ale nie byłam w stanie. We śnie nadal patrzyłam w ciemność w której zniknął Leonidas.
- White! - usłyszałam nagle. - Biała obudź się!
Dopiero to wyrwało mnie ze świata strasznych mar. Nade mną stał Leo.
- Co się stało?- spytałam bardzo cicho, brawie szepcząc.
- Krzyczałaś przez sen. Nic ci nie jest? - Kocur przyglądał się mi uważnie.
- Nie - czułam jak moja głowa robi się ciężkie, a głos coraz słabszy. - Po prostu miałam koszmar...
Straciłam przytomność, nie wiedziałam co się ze mną dzieje.
<Leo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz