niedziela, 14 września 2014

Od Shadel

 Świtało. Słońce delikatnie muskało moje zamknięte oczy, stłumione światło obudziło mnie. Spojrzałam kontem oka na resztę stada. Leo siedział na swoim miejscu zapatrzony gdzieś daleko. Chciałam cicho wstać i podejść do kocura, jednak upadłam. Syknęłam pod nosem.
 - Nic ci nie jest?! - podszedł do mnie.
 - Nie... no co ty - jęknęłam.
Usiadł blisko. Poczułam ciepło płynące z jego rozgrzanego ciała. Jego sierść delikatnie dotykał mojej przyprawiając mnie o dreszcze. Miał niesamowitą postawę. Jego ciepło przepływało przez moje ciało, zadrżałam.
 - Zimo ci?
Zaprzeczyłam kiwnięciem głowy. Posunęłam się bliżej niego. Coś przyciągało mnie do niego jak magnez! Nie mogłam oprzeć się jego dotykowi, czułam się przy nim bezpieczna. Z blasku wstającego słońca był jeszcze bardziej intrygujący. Światło padało mu na cienką i gęstą ułożoną słodko chaotycznie sierść. Był boski. Spojrzał na mnie. Patrzyłam mu prosto w oczy, w moim brzuchu było ciepło. Czułam do niego chemię. Spuściłam wzrok pesząc się przy tym.

<Leon?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz